14 sierpnia, we wspomnienie św. Maksymiliana Marii Kolbego – Męczennika Miłości – wspomnijmy czyn, który stał się niejako przypieczętowaniem całego jego życia. Życia oddanego Bogu, Niepokalanej i drugiemu człowiekowi. W celi głodowej Auschwitz św. Maksymilian oddał swoje życie za współwięźnia, stając się do końca świadkiem tej miłości, którą głosił i którą żył.
To nie był przypadek ani pojedynczy, heroiczny gest. Było to zwieńczenie drogi, którą szedł przez całe swoje życie – drogi całkowitego oddania się Bogu przez Niepokalaną.
W ten wyjątkowy dzień, kiedy czcimy naszego duchowego Ojca, wsłuchajmy się w słowo refleksji naszej Przełożonej Prowincjalnej – s. Karoliny Marii Matejczyk:
Ostatni APEL
Kochani Rycerze Niepokalanej!
Pozdrawiam Was serdecznie w miesiącu, gdy tak wiele mamy okazji, aby kierować nasz wzrok w stronę naszej Niebieskiej Matki, z racji obchodzonych Jej Świąt i Uroczystości.
Spoglądając na Maryję, widzimy przy Niej zawsze Jej wierne Sługi, ludzi, którzy z Jej pomocą weszli na wyżyny świętości. Wśród nich są św. Dominik, św. Jacek i Bohater naszych Listów – „Szaleniec Niepokalanej”, jak nazwano o. Maksymiliana.
Słowo APEL, ujęte w tytule Listu, kojarzy nam się raczej pozytywnie, jako stanięcie w gotowości, aby kogoś uczcić, komuś wyrazić posłuszeństwo, że jest się gotowym na jego rozkazy. W życiu o. Maksymiliana był też taki moment, gdy stanął do APELU, ale jakże był to inny apel.
Czytamy we wspomnieniu współwięźnia z Auschwitz:
„…wtorek 29 lipca 1941 roku, około godziny 13, zaraz po południowym apelu zabrzmiał alarm syreny, bo brakowało jednego więźnia. SS-mani zaraz przerwali pracę i zaczęli sprowadzać więźniów obozowych na apelowy plac, aby ich liczyć.
Apel wykazał, że brakowało jednego więźnia, cały zastęp był zmuszony, aby stać na baczność aż do dziewiątej wieczór bez jedzenia…
Następnego dnia, po odbytym apelu, inne zastępy zostały wyprowadzone do roboty, podczas gdy więźniowie z Bloku 14 zostali zatrzymani na głównym placu. Przez cały dzień więźniowie pozostali pod palącym słońcem bez jedzenia i wody. Późnym popołudniem oficer powiedział: „Uciekinier nie został znaleziony. Zatem, zgodnie z regułą, dziesięciu więźniów zostanie wybranych na śmierć w bunkrze głodowym”.
I wybierano! Bezlitosne odliczanie brzmiało w uszach wyczerpanych więźniów jak WYROK BEZ ODWROTU! Posłuchajmy innego świadectwa:
„Po zakończeniu selekcji dziesięciu więźniów zostało wybranych. Dla nich był to ostatni apel. Nagle było poruszenie w moim szeregu, ktoś zaczął przechodzić pośród więźniów. Był to ojciec Maksymilian. Szedł małymi krokami, musiał podtrzymywać drewniaki palcami stóp, aby nie upaść. Zwracał się do SS-manów, którzy stali w pobliżu pierwszego szeregu więźniów. Wyjście z szeregów oznaczało śmierć… Nastąpiło coś nadzwyczajnego… Nigdy w dziejach 700 obozów koncentracyjnych nie wydarzyło się, aby więzień wyszedł z szeregów bezkarnie.
– „Czego chce ta polska świnia?”
– „Chcę umrzeć zamiast niego”, wskazując prawą ręką Gajowniczka, który był obok.
– „Kim jesteś?”
– „Jestem polskim kapłanem katolickim”.
– „Dlaczego chcesz umrzeć zamiast niego?”
– „On ma żonę i dzieci”.
Wszyscy czekaliśmy na to, co się wydarzy. Komendant był przekonany, że jest panem życia i śmierci. Po paru sekundach zgodził się na prośbę ojca Maksymiliana. Oznaczało to, że dobro zwyciężyło zło.
Niemcy pozwolili Franciszkowi Gajowniczkowi na powrócenie do szeregu, a ojciec Maksymilian zajął jego miejsce. Skazańcy zdjęli buty, nie były już potrzebne. Bramy bunkra głodowego otwierały się jedynie dla wyniesienia ich zwłok. Maksymilian był w ostatniej parze i pomagał iść innemu więźniowi. Przed blokiem polecono im zdjąć ubranie i zostali wrzuceni do celi. Zimny, szorstki, wilgotny beton, ciemne ściany, światło słońca ledwie przenikało. „Zwiędniecie jak tulipany!” – zaryczał ich dozorca, trzaskając drzwiami”.
Tutaj właśnie o. Kolbe wszedł jak promień światła do ciemnej fosy! On, wielki miłośnik Boga, Rycerz Niepokalanej Pani, założyciel Jej Rycerstwa, pragnący nawrócenia i zbawienia wszystkich grzeszników, gorliwy apostoł Japonii – stał się męczennikiem Miłości.
Co czujesz wobec takiego „GIGANTA” życia? Tak, ŻYCIA, nie śmierci. Śmierć musiała zamilknąć, gdy on się szykował na prawdziwy OSTATNI APEL, aby oddać cześć swojej Pani!!!
I to właśnie tam, w tym zimnym lochu, gdzie do końca zdobywał dla Niej dusze, Ona sama – Niepokalana – przyszła jak kiedyś w pabianickim kościele z koronami w dłoniach i wręczyła mu je osobiście w wigilię Swojego wielkiego święta.
Z darem modlitwy o siłę miłości dla nas wszystkich
s. Karolina Maria
14 sierpnia 2026 r.