Promyki z pobytu w Japonii

Przez ponad dwa tygodnie od 25 stycznia do 10 lutego 2017 r. sześć z nas przebywało w Japonii, gdzie odbywała się X Kapituła Generalna. Spotkania z naszymi siostrami Japonkami, Koreankami i Wietnamkami oraz pobyt na ziemi, na której zrodziło się nasze Zgromadzenie, ubogaciło nas tak obficie, że nie możemy tego zatrzymać dla siebie! Kto więc ma cierpliwość i chęć przeżycia z nami kilku chwil wspomnień, tego zapraszam do lektury i oglądania zdjęć, bo na pewno krótko nie będzie…

Pierwsze spotkania
Jedno z najpiękniejszych doświadczeń to spotkania z siostrami. Witały nas bardzo serdecznie i głośno naszym międzynarodowym pozdrowieniem, czyli imieniem Niepokalanej Mamy – Maryi. Dało się odczuć, że choć mamy inny wygląd (zwłaszcza wzrost…), wywodzimy się z innej kultury i mówimy innym językiem, to mamy te same pragnienia. A przede wszystkim łączy nas to, że jesteśmy całkowicie oddane Niepokalanej i idziemy drogą św. Maksymiliana. Oczywiście próbowałyśmy poznawać podstawowe japońskie słówka (np.: konnichiwa – dzień dobry, arigatoo – dziękuję, oishi – smaczne, owarimasu – gotowe…), a siostry z Japonii zaskakiwały nas całkiem dobrze wypowiadanym: „dziękuję”, „dobrze” itp. (s. Antonietta, której wyjątkowo smakował polski budyń od mamy s. Celiny, nauczyła się piękną polszczyzną zdania: „Mamo, dziękuję za budyń” i skorzystała z tej umiejętności podczas rozmowy telefonicznej). Najbardziej uniwersalny i konieczny okazywał się jednak język serca – uśmiech, otwarte ramiona i jasne spojrzenie. Łączyła nas też modlitwa, zwłaszcza różańcowa, którą już dość dobrze znałyśmy po japońsku, ponieważ modlimy się tak nieraz w Polsce.
Na początek można też rzucić okiem na różne figury i kaplice w Japonii. Trzeba przyznać, że wszystkie figury były naprawdę ładne. Będą tu też zdjęcia z tzw. Domu Maryjnego, gdzie są różne eksponaty związane z Matką Bożą.

Siostry
Poruszający był widok starszych sióstr – przyprowadzanych do kaplicy na wózkach czy drepczących powoli z pomocą chodzików, witających nas i pozdrawiających radośnie. S. Agata, drobna, cicha siostra oparta na stojąco o swój chodzik całe godziny spędzała w kaplicy z różańcem w dłoni. S. Pacyfika ciepła, pomarszczona staruszka o radosnych oczach uszyła dla nas na prośbę s. Przełożonej, s. Dominiki, małe torebeczki. S. Gonzaga, z naturalnością urodzonej nauczycielki, pokazywała nam jak trzymać pałeczki przy jedzeniu, jak zamiatać refektarz itp. S. Augustyna całymi dniami dbała o ogród i poczęstowała nas rosnącymi przy Domu Generalnym mikanami (to coś między mandarynką a grapefruitem). S. Margarita i Bridżitta po kilkakroć przypominały nam, żebyśmy nie zapomniały pozdrowić ich polskich imienniczek. S. Bazylia, szybka, zdecydowana siostra o bardzo dobrym sercu, WYRAŹNYM JAPOŃSKIM tłumaczyła nam, jak możemy się rozgościć w domu, w którym mieszkałyśmy przez te kilka dni (na szczęście posługiwała się też gestami…). S. Xawerina (czyt. Zaberina), starsza, łagodna pielęgniarka, z entuzjazmem oznajmiła nam, że jak umrze, to jej dusza poleci do Polski… I można by tak opowiadać prawie bez końca… A przecież nie wspomniałam jeszcze prawie nic o młodszych siostrach… Niech więc tylko wymienię choć s. Janinę i s. Antoniettę, wietnamskie juniorystki, z którymi chyba najmocniej się zaprzyjaźniłyśmy.

Świeżo upieczona misjonarka
Wielką radością było spotkanie z s. Celiną, która przybyła do Japonii we wrześniu 2016 r. Mówi już całkiem nieźle po japońsku, choć w brewiarzu jeszcze wszystkich tekstów nie rozumie (ale któż z nas może powiedzieć, że rozumie to, co ukryte jest w psalmach…), zdradziła nam nawet, że jest zafascynowana nauką japońskich „krzaczków”, czyli kandzi. Na początku lutego zdała na piątkę egzaminy z I semestru i rozpoczęła 2-miesieczną przerwę w szkole, więc mogła być więcej z nami. Warto posłuchać, co sama opowiada o życiu w Japonii.

Matka Franciszka
Miałyśmy też wielką łaskę kilkakrotnie spotkać się osobiście z s. Franciszką, pierwszą Matką Generalna Zgromadzenia. Z jej ust usłyszałyśmy zachętę do tego, by bezgranicznie ufać Niepokalanej i ustawicznie wzywać Jej imienia, by ono było dla nas jak oddech – bo kto nie oddycha, ten umiera.

Grób Założyciela
Codziennie spacerowałyśmy na pobliski cmentarz, gdzie pochowane są nasze zmarłe siostry i pracujący w Japonii polscy bracia franciszkanie. Szczególnym miejscem jest tu grób Ojca Założyciela – z nim rozmawiałyśmy codziennie, powierzałyśmy sprawy Kapituły, Zgromadzenia, konkretnych sióstr i różne osobiste prośby. Szczególnie s. Dorota, jako nowo wybrana radna generalna, prosiła Ojca o wstawiennictwo i pomoc, aby dobrze wypełniła powierzone jej zadanie.
To może jako przerywnik warto teraz obejrzeć kolejną serię zdjęć.

Dzieła miłosierdzia
Odwiedziłyśmy też trzy zakłady dla osób niepełnosprawnych prowadzone przez nasze siostry. Jednym z nich kieruje s. Maria Fatima, która przez ponad 20 lat przebywała w Polsce. Były to poruszające spotkania, pokazujące wielkie dzieło miłości zapoczątkowane przez Ojca Założyciela Mieczysława M. Mirochnę.

Japońscy franciszkanie
Oprócz sióstr spotkałyśmy też japońskich franciszkanów z pobliskiego Kishi-en’u – domu dla chłopców założonego jako sierociniec jeszcze przez o. Mieczysława Mirochnę. Jeden z nich – o. Bernardino Hagiwara był nowicjuszem o. Mieczysława, drugi – o. Paulino Yamashita, pracujący niegdyś na misjach w Ameryce Południowej, obecnie jest kapelanem naszych sióstr, trzeci – o. Maksymilian Nishimoto przez prawie cztery lata przebywał w Polsce, w Niepokalanowie, i jeszcze sporo pamięta po polsku. O. Bernardino podzielił się z nami bezcennymi dla nas wspomnieniami o o. Mirochnie i o br. Zenonie Żebrowskim.

Misjonarz z Podkarpacia
Jednego popołudnia spotkałyśmy się też z ks. Albinem Długoszem, pochodzącym ze Strachociny. Obecnie – jak stwierdził – czuje się nieco jak Robinson Cruzoe, ponieważ posługuje na niewielkiej wyspie Madara Jima. Opowiedział nam sporo o życiu religijnym w Japonii. Zwrócił uwagę m.in. na to, jak trudno Japończykom przyjąć wiarę w jednego Boga, gdyż wychowywani są w kulturze, w której istnieje tysiące bogów… A skoro wspominam polskiego kapłana, to jednym zdaniem chcę też wyrazić wdzięczność Bożej Opatrzności za obecność wśród nas s. Sylwestry, polskiej Opatrznościanki, która posługiwała w czasie Kapituły jako tłumacz (ale i poza kapitułą bardzo się przydała i dzieliła się z nami swoim misjonarskim sercem, wiarą i doświadczeniem).
Mamy też kilka zdjęć z wyżej opisanych odwiedzin.

Nagasaki
Dwa razy udało nam się być w Nagasaki. Raz na uroczystościach związanych ze wspomnieniem 26 japońskich męczenników – 5 lutego. Zobaczyłyśmy migawkę japońskiego kościoła katolickiego – kapłanów (Japończyków i misjonarzy z różnych krajów) zebranych wokół biskupa, piękną oprawę liturgiczną (z obowiązkowymi ukłonami dwa razy częstszymi i głębszymi niż u nas) i wiernych świetnie radzących sobie ze śpiewem, zarówno po japońsku jak i po łacinie, wiele kobiet miało na głowie charakterystyczne koronkowe chustki na głowach. Drugi raz pojechałyśmy do Nagasaki już po zakończeniu Kapituły. Modliłyśmy się m.in. w najstarszym kościele chrześcijańskim w Japonii (Oura), gdzie po kilku wiekach prześladowań ujawnili się ukrywający się w pobliżu katolicy. Byłyśmy w Hongochi, japońskim Niepokalanowie założonym przez św. Maksymiliana. Zwiedzałyśmy Park Pokoju stworzony na upamiętnienie wybuchu bomby atomowej w Nagasaki, z figurami ufundowanymi przez różne narody świata (był także polski tulipan-feniks).

Przyroda
Kto dotrwał do tego miejsca, temu gratuluję i obiecuję już się za wiele nie rozpisywać. Chcę jednak jeszcze powiedzieć cośkolwiek o tym, co nas otaczało…
Konagai to niewielkie górskie miasteczko nad morzem (czy to nie cudowne – u nas w góry jedziemy na południe, nad morze na północ, a tam wszystko razem!). Nasz klasztor (a właściwie klasztory, bo w pobliżu jest kilka domów) znajduje się jednak nieco na uboczu, tak że okolica robi wrażenie spokojnej wioski. Z okien jadalni rano przy śniadaniu mogłyśmy oglądać przepiękne wschody słońca – słońce wschodzi tu szybciej niż w Polsce, łatwo można dostrzec jego wyłanianie się spośród gór. Klimat jest tu cieplejszy, coś jak nasz marzec czy kwiecień, w trakcie naszego pobytu obchodzony był zresztą początek wiosny. Zatem choć trwał miesiąc luty, to kwitły kwiaty i drzewa, śpiewały ptaki, a śnieg… spadł drobniutki dopiero w dniu naszego wyjazdu, co było tam jednak nietypowym zjawiskiem.
Pewną namiastką tego, co widziałyśmy, są zdjęcia.

Podróż
I ostatnie kilka słów o podróży. Przez ok. 15 godzin znajdowałyśmy się w powietrzu. Kto leciał samolotem i miał możliwość oglądania przez szybę widoków, ten wie, jak fascynującym zjawiskiem są zmniejszające się podczas startu ulice i domy czy jak czarujące wrażenie robią rozświetlone słońcem chmury widziane z góry. I pomyśleć, że Pan Bóg stworzył takie cuda wiedząc, że człowiek dopiero w dzisiejszych czasach będzie mógł się tu znaleźć, zobaczyć to i Go uwielbić! W samolocie i na lotnisku było również kilka możliwości małego apostolstwa – jedna z japońskich stewardess pytała o znaczenie węzełków na naszych sznurach, a japońskie nastolatki bardzo się ucieszyły, gdy do nich podeszłyśmy, i chętnie przyjęły Cudowne Medaliki (z naszym japońsko-angielskim wyjaśnieniem, co się na nich znajduje…). Wielkie dzięki składamy więc Niepokalanej za wszystko, czego w tych dniach doświadczyłyśmy!
Aha, i jeszcze zdjęcia z samej podróży.
s. Paulina Maria